poniedziałek, 16 lutego 2009

co za żenada.po prostu żenada.zjadlam dwa ciastka.takie kruche okragle z cukrem.nie wiem ile jedno ma kalorii i to mnie jeszcze bardziej dobija. bylam sama w domu i nie moglam sie opanowac. nie wiem co mnie napadlo, co z tego ze spale to wszystko dzis.jednak zjedzone to zjedzone. obrzydliwe wchloniete proste cukry ktore sie odkladaja na biodrach,udach i brzuchu.oblepiaja cale cialo i tylko czekaja zebym zjadla wiecej. jestem beznadziejnie oblesna.a juz tak dobrze sie czulam.wczoraj udalo mi zjesc standardowe sniadanie i wypic kubeczek rosołu bo szlam potem sie uczyc do kolezanki i w domu powiedzialam ze zjem u niej obiad, a jej powiedzialam z kolei ze jadlam w domu i jestem taaaka najedzona. oczywiscie mnie troche skrecalo, w dodatku wszedzie staly pierniczki,ciasteczka,czekolada i inne swinstwa bo ona uwielbia slodycze. a ja nic nie zjadlam.NIC.patrzylam z satysfakcja jak moja kolezanka pochlania te tysiace kalorii i myslalam sobie ze jestem silna i moge wszystko. a dzis zjadlam te dwa ciastka.oczywiscie lepiej juz dwa niz cale opakowanie ale to nie jest zadne usprawiedliwienie dla mojego łakomstwa.
ogolnie mam kiepski nastroj,wczoraj poklocilam sie z mama,bylo mi zajebiscie przykro i chcialo mi sie plakac ale powstrzymalam lzy.tylko mieczaki placza.
w sobote mam isc na impreze, wlasnie z ta dziewczyna od tych slodyczy. tak przed obrona,zeby sie odstresowac. jeszcze w zeszlym tygodniu cieszylam sie na ta impreze ale im blizej tym bardziej nie chce tam isc. zawsze jak musze wyjsc gdzies do ludzi to mysle sobie za jakiego paszteta wszyscy mnie uwazaja.zawsze wtedy slysze w glowie ojca ktory nazywal mnie "bambaryła". teraz nie mam juz z nim kontaktu, placi tylko alimenty na mnie i mojego brata ale nie sklada nawet zyczen na urodziny.rany znow mi sie zbiera na placz naprawde nie wiem co sie ze mna ostatnio dzieje. musze jeszcze posiedziec nad prezentacja ktora bede wyglaszac na tej zasranej obronie. Plan na dzis to: cwiczyc,cwiczyc,cwiczyc! pouczyc sie do testow i skonczyc prezentacje. mam nadzieje ze jutro mi sie juz humor poprawi bo nie zamierzam tu dluzej tak przynudzac:)

4 komentarze:

  1. Myslę, że jakbyś się wypłakała, to by ci ulzyło. Nie mysl, że płaczą tylko mięczaki, bo łzy pozwalają wyrzucic z siebie to co najgorsze.
    Mi przynoszą ulgę.

    OdpowiedzUsuń
  2. O jejku, jakoś tak przykro mi się zrobiło jak przeczytałam Twoją notkę.. to naprawdę dobijające usłyszeć od własnego ojca taką opinię.. może nie dokładnie tak jak Ty, ale wiem co znaczy czuć się w takiej sytuacji... A jeśli chodzi o te ciastka, to ja kilkakrotnie zaczynałam podejście do diety i kończyło się zawsze tak strasznie.. Teraz czuję w sobie jakiś niesamowity pokład energii.. Zaczął się trzeci tydzień, a ja jeszcze ani razu nie poczułam, że zawodzę samą siebie.. Najgorsze jest to, że jestem z tym wszystkim sama, bo przecież nie powiem rodzicom, ani koleżankom, że praktycznie wcale nie jem.. i to boli najbardziej.... a Ty Motylku puść w zapomnienie te ciastka i zacznij jutro dobrze dzień, z myślą, że dziś się uda;*******
    wwww.closed-off-from-thinness.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję,że Twój humorek jutro już będzie lepszy.Ciasteczka spalisz na pewno,ale trza zobaczyć w tym plus zjadłaś tylko dwa,a nie tak jak napisałaś całą paczkę :)Udanych ćwiczeń :* no i oczywiście powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. ja tez wierze ze Ci sie humorek poprawi. nie przejmuj sie takimi bezwartosiowymi ludzmi ktorzy tak zle Cie traktuja. nie zaslugujesz na to a Oni z kolei nie saluguja na Twoja uwaga i na Twoje łzy. dwa cistka? co to sa dwa cistka? przeciez moglo byc piec albo co gorsza siedem. cwiczysz i na pewno to spalisz. nie zjadlas obiadu wiec sie wyrownalo. wiem ze to denerwuje ale zrobilas co w Twojej mocy zeby odkupic winy i to Ci sie udalo pewnie nawet z nawiazka! trzymaj sie!

    OdpowiedzUsuń