czwartek, 26 marca 2009

jutro wylot.nie jestem jeszcze spakowana jakos mi sie nie chce tego robic. zapisalam sie rano na fitness na kwiecien, przez wyjazd przepadna mi trzy pierwsze zajecia ale juz trudno inaczej sie nie dalo a potem i tak nie bede opusczac ani jednych zajec.juz sie nie moge doczekac kocham fitness! uwazam ze systematyczne cwiczenia na okreslone partie idealnie rzezbia cialo. a jeszcze do tego odpowiednia dietka i wyczekiwany efekt murowany.
boje sie tylko ze przez ten wyjazd moge stracic wszystko to co osiagnelam do tej pory. wtedy chyba sobie palne w leb bo nie bede mogla juz na siebie dluzej patrzec. panicznie sie boje tego jedzenia. Jedzenie w domu na mnie nie dziala bo znam milion sztuczek dzieki ktorym jem sobie ile chce i kiedy chce, opuszczam obiadki, wyrzucam kanapki, zostawiam puste papierki po cukierkach ktorych nigdy nie zjadlam.wszystko to mam w malym palcu. i kiedy pomysle o obcym gruncie, o przebywaniu z innymi ludzmi 24 na dobe to ogarnia mnie przerazenie. wiem ze dalam rade na nartach, poradzilam sobie wrecz spiewajaco ale teraz nogi i rece mi sie trzesa ze strachu.
siła jest we mnie i tylko we mnie i nie pozwole zeby ktos mi ja zabral.zeby ktos zepsul moje poukladane zycie i ukradl to co mam najcenniejszego. zwazylam sie dzis chociaz tego nie planowalam, bardzo mnie zdziwilo - 2,5 kg. w srodku az piszczalam z radosci!!!!! pierwszy raz od dlugiego czasu znow jest ze mna poczucie szczescia i cos co wypelnia moje zycie. oczywiscie nie chce sie doprowadzic do stanu w jakim sie znalazlam 5 lat temu, napewno nie. ale nie chce tez z tego zrezygnowac. teraz jest inaczej zreszta bo czuje ze chudne zdrowo, jem duzo warzyw i owocow, nigdy nie rezygnuje ze sniadania, w zadnym wypadku nie glodze sie do granic wytrzymalosci.
postaram sie przywiezc wam chociaz promyk slonca ze slonecznej hiszpanii i wrocic z poczuciem ze nie zawalilam ani jednego dnia. do uslyszenia w nowym miesiacu :***

poniedziałek, 23 marca 2009

tak mnie wkur**### J. ze normalnie bym ja rozszarpała. chyba nie wspominalam wczesniej ze ona tez jedzie ze mna do Madrytu. Jedziemy, wlasciwie lecimy tam we trojke: ja, J. i A. wszystkie razem bylysmy na stypendium dlatego mamy tych wspolnych znajomych, tylko ze J. wrocila po pol roku do domu a my z A. zostalysmy na drugi semestr wiec w sumie rok spedzilysmy w pieknym skandynawskim kraju :) wiec J. mnie po prostu doprowadza do bialej goraczki swoimi tekstami o jedzeniu. codziennie mi wypisuje czego to my tam nie zjemy, a co nam hiszpanie na powitanie przygotuja, i ile tego jedzenia bedzie i ze wszystko takie dobre. Ja pierdole!! ile mozna gadac o jedzeniu!!! inna sprawa ze ja ciagle o nim mysle ale przynajmniej o tym nie gadam do cholery. mysle sobie jak to jest mozliwe ze ona moze tak sobie jesc i jesc i patrzec jak jej te fałdy rosna. doliczylam sie czterech oponek na brzuchu a uda to po prostu przekraczaja wszelkie normy. wiem ze jestem okropna ze tak mowie ale naprawde mnie wkurza tymi swoimi gadkami. jak taka natretna ciotka ktora wsadza sobie do ust kolejne ciasteczko i patrzy zdziwiona jak tlumaczysz ze nie lubisz ciastek z kremem. musialam to z siebie wyrzucic bo mi ciazylo na sercu a jej przeciez nie powiem: wez sie zamknij bo mnie irytujesz bo sie obrazi na smierc. a niepotrzebne mi takie dąsy przed wyjazdem.
co do mojej diety to dzis jem 600 kcal.jutro 500 kcal, a w srode trzy grapefruity. czeka mnie chyba kapanie w morzu jesli nadal bedzie tak cieplo bo chcemy tez pojechac na poludnie hiszpanii odwiedzic kolezanke hiszpanke ktora nas tam tez zapraszala. ale czy ten plan wypali to sie okaze w praktyce. jak dla mnie lepiej zeby nie wypalil bo bede musiala pokazac swoje sadlo w kostiumie kapielowym. moge sie pokazac w kostiumie jak schudne jeszcze nastepne 10 kg napewno nie wczesniej. mam nadzieje ze uda sie to osiagnac do konca czerwca kiedy skonczy sie sesja.napewno bede nad tym bardzo ciezko pracowac a wakacje sa chyba najlepsza motywacja. popijam wlasnie moja ulubiona herbatke trawienna ktora pije juz od jakis trzech miesiecy. nie jest jakas super pobudzajaca trawienie chociaz jak sie wypije trzy , jedna po drugiej to nawet troche dziala. ja ją uwielbiam ze wzgledu na specyficzny smak ziólek.ale jesli ktos nie lubi zapachu miety i innych ziól to nie polecam bo aromat jest naprawde dosc intensywny.

sobota, 21 marca 2009

ale dzis piekna pogoda! budze sie i widze slonce a do tego zimny wiatr i niska temperatura, jak dla mnie ideal :) znalazlam piekna kurtke salomona ktora sobie kupilam na nastepny sezon narciarski( przeceniona z 1000 zl wiec naprawde trafila sie okazja zycia).no tak sie z tego ciesze ze normalnie az chce mi sie zyc,biegac,skakac,latac i wszystko inne naraz. chyba narazie nie bede zapisywac wagi tutaj, dopiero jak dojde do jakiejs rozsadnej cyfry. wszystko jest na dobrej drodze bo mimo ze jakos duzo specjalnie sie teraz nie ruszam to i tak chudne. obym sie tylko za pewnie nie poczula i nie pozwolila sobie na cos zakazanego.ale bede sie pilnowac,promise. troche mnie martwi Madryt i hiszpanskie jedzenie.ja pierdziele dlaczego ja nigdy nie potrafie sie z czegos cieszyc tak naprawde jak sie ciesza wszyscy normalni ludzie. szczerze wam powiem ze mnie skreca jak pomysle ze nie bede mogla odmowic jedzenia. nie moge sie pozbyc takiego okropnego leku ze to jedzenie mnie zatuczy. kaza mi tam jesc, nie bede mogla przeciez uzywac moich roznych sposobow.ale nie bede tego jesc.wszystko bedzie dobrze, zawsze sie znajdzie jakis moment kiedy nikt nie patrzy i mozna cos pokombinowac ze juz sie zjadlo.NIE BEDE JESC NIE BEDE JESC NIE BEDE JESC chocby nie wiem co to mnie nie zmusza do zjedzenia czegokolwiek tlustego, kalorycznego i niezdrowego! czasem sie zastanawiam czy ja moze mam obsesje? to chyba nie jest cos zlego chciec zawsze wygladac dobrze i odzywiac sie zdrowo prawda? kazdy przeciez ma jakiesc wieksze czy mniejsze czy wieksze cele do ktorych dazy przeciez bez nich zycie straciloby calkowicie swoj sens.
dzis mam impreze.obiecalam sama sobie ze pojde tam z nastawieniem ze nie wszyscy faceci to beje, buce i chamy chociaz ciezko mi myslec inaczej. przynajmniej postaram sie byc mila. zwykle mam prawie wypisane na czole nie podchodz do mnie idioto.

czwartek, 19 marca 2009

wczoraj bylam na tych zakupach z przyjaciolka, nic nie kupilam ale ten głodomór zaciagnal mnie do pizzy hut na jedzenie.na szczescie mialam czerwona na nadgarstku.zawsze jak gdzies ide i wiem ze moze sie zdarzyc wlasnie cos takiego to ja zakladam i wtedy czuje sie milion razy pewniej i lepiej.tak jakbym nie byla sama.jakby ktos czuwal nad tym zebym nie zjadla za duzo. moja przyjaciolka zawsze miala swietna figure bo przez 9 lat trenowala plywanie i nawet jak zje wiecej to jej przemiana materii ze wszystkim sobie radzi.moja niestety nie :/ wiec wzielam bar salatkowy, same warzywa, marchewke krojona w patyczki (swietne do chrupania musze w domu sobie takie przygotowywac) rozne rodzaje salaty. ogorka zielonego, dwa ziemniaczki i odrobine posiekanej kapusty z marchewka i porem.bez zadnego sosu bo to po prostu zabojstwo polac cokolwiek takim tlustym kalorycznym sosem. juz i tak wzielam te dwa ziemniaki ktore sa od razu umoczone w jakims bialym paskudztwie ale smakuja bosko. moja przyjaciolka zajadala sie duza porcja pieczywa czosnkowe i barem salatkowym z ogromna iloscia kazdego z sosow, salatka z tunczyka, makaronem i innymi zakazanymi rzeczami, popijac cola. ja wzielam herbate. ale i tak mialam wyrzuty sumienia ze zjadam te warzywa.pewnie razem jakby podliczyc to by sie uzbieralo wcale nie taka malo kalorii.
ale za to potem jak wrocilam do domu nie wychodzilam z lazienki dobre pol godziny. te warzywka wyczyscily mi chyba caly uklad pokarmowy. wszyscy dookola mi mowia ze tak strasznie schudlam, ze wygladam tak szczuplo, nozki jak patyczki itd. gowno prawda ja widze co innego.a nie bede wierzyc innym co zawsze tak gadaja tylko sobie. mam lustro w domu i to niejedno wiec wiem jak wygladam i do idealu mi jeszcze sporo brakuje. tluste uda i wielki brzuch jest po prostu dobrze zamaskowany pod ubraniem dlatego inni go nie widza. ale ja kiedy stane przed lustrem i na siebie patrze ogarnia mnie obrzydzenie. nie jestem w stanie podliczyc ile razy sie szykowalam do wyjscia na impreze ze znajomymi i rezygnowalam w ostatnim momencie bo nie moglam na siebie patrzec w lustrze. zanosilam sie placzem a mama pukala sie w czolo i mowila ze mam nie po kolei w glowie. ile jeszcze czasu minie zanim w koncu siebie zaakceptuje??chcialabym to wiedziec.chcialabym kiedys spojrzec w lustro i powiedziec sobie prosto w twarz- sluchaj wygladasz swietnie, mozesz wszystko, caly swiat nalezy do ciebie.znow becze.tak wiem jestem beksa.czasem rycze z byle powodu ale tylko wtedy kiedy nikt nie widzi.tylko wam tak naprawde moge sie do tego przyznac.
a zapomnialam dodac do swojej listy porazek.dzis zjadlam opakowanie skittlesow ktore zawiera dokladnie 181 kcal. tlusta oblesna parszywa swinia.

wtorek, 17 marca 2009

calkiem dobry dzien dzis mam, tylko ta pogoda po prostu zniecheca do wszystkiego. ogladalysmy z babcia telewizje i mi sie przysnelo pod kocykiem na dobre dwie godziny.nie ma to jak lenistwo haha.
juz mnie dzis przerazila wizja ze bede musiala zjesc caly obiad ale na szczescie nie. jedlismy we trojke, ja, babcia i brat a ja mialam do schowania kawal miesa i nijak nie moglam nic zrobic ale w koncu odeszli od stolu i myk myk kotlet znalazl sie w kieszeni. trzeba tylko pamietac zeby sie pozbywac tego jedzenia z domu na biezaco. ja kiedys jak tak robilam to zapomnialam pare razy ze chowalam np. pierogi do szuflady i potem mialam niemila niespodzianke, glupota nie boli ;) cale moje szczescie ze mama nigdy niczego takiego nie znalazla w moich szufladach.
jutro chyba sie wybiore na zakupy z przyjaciolka ale najpierw rano musze jeszcze raz jechac na ta zasrana uczelnie, dobrze ze mieszkam tak blisko w koncu to tylko 10 min autobusem hehe.
do konca tego tygodnia urzadzam sobie dni po 500 kcal. w sobote mam wazna impreze, urodziny takiego jednego typa i chce wygladac dobrze.dobrze dla siebie, nie dla niego. nic nigdy nie robilam dla zadnego chlopaka bo uwazam ze zaden z nich nie jest tego wart. jestem sama juz od bardzo dlugiego czasu i nie potrzebna mi zadna kula u nogi. czasem mam dni ze sobie mysle, ze moze fajnie by bylo ale potem takie mysli przechodza. w gruncie rzeczy ja chyba po prostu nie jestem przystosowana do jakichkolwiek zwiazkow. nie ma co sie nad tym rozwodzic widac tak ma byc i takie moje przeznaczenie :)
chce kupic nowa wage w tym tygodniu, taka co bedzie mierzyc tez zawartosc tluszczu w organizmie. w koncu zarobilam chyba pierwsze w swoim zyciu pieniadze ( hehe zenada w koncu mam 22 lata powinnam miec juz wieksze doswiadczenie zawodowe) wiec zaszaleje i zrobie sobie taki wspanialy prezent.

poniedziałek, 16 marca 2009

wrocilam! dopiero teraz mam chwile zeby cos napisac. w sobote wrocilismy poznym popoludniem. nie zdazylam sie rozpakowac i pobieglam na impreze urodzinowa przyjaciolki.spilam sie okropnie ale nic dziwnego skoro caly dzien opieral sie na 500 kaloriach. w niedziele z kolei zamiast sobie smacznie pospac to spedzilam pol dnia w stajni ( mam taka zaprzyjazniona stajnie gdzie trenuje moja dobra kolezanka i czasem zajmuje sie konmi i jezdze). Mama wczoraj upiekla tort bo dzis sa moje imieniny. ale bez obaw nie zjem go.juz nawet nie mam wyrzutow sumienia z tego powodu ze robie przykrosc mamie i babci ktore sie napracowaly zeby go zrobic.trudno, nie dam rady przelknac ani kawalka. wlasnie bo zapomnialam powiedziec o najwazniejszym: schudlam na nartach prawie 3 kg. moze kilogramowo to nie tak duzo ale jest naprawde super roznica w obwodach i w ogolnym wygladzie sylwetki. caly tydzien przebiegl tak jak to sobie zalozylam.nie bylo wiekszych odstepstw, wyjatkow i przymykania oka. na sniadanie jadlam jak zwykle activie i dwie garstki platkow nestle fitness, dodatkowo ze wzgledu na te narty jadlam tez dwie kromki wasy z almette lub pasztetem i ogrkeim zielonym. potem szlismy na stok i jezdzilismy zwykle 10- 17 z mala przerwa na wino grzane. pilam to wino (200ml) bo swietnie rozgrzewalo a mi bylo tak zimno..potem oni szli na obiad albo gotowalismy obiad w pensjonacie bo kuchnia byla do dyspozycji gosci. Ja na obiad jadlam goracy kubek knorr pomidorowa (68 kcal) lub serowa( odkrylam na wyjezdzie,pyszna ale ma troche wiecej kcal - 95). Raz zjadlam pierogi z kapusta, 4 sztuki, reszte zostawilam powiedzialam ze sa tluste i mi nie smakuja co rowniez wywolalo glupia mine na wszystkich twarzach. zwykle jadlam kolacje ok 20 zeby zabic napad glodu jakby sie przytrafil w nocy: 2 kromki wasy takie same jak na sniadanie. Pilam mnostwo herbaty (zielona tetley z miodem - przepyszna) i wody. Oczywiscie caly tydzien sie nasluchalam: ty tak malo jesz?? przeciez zaslabniesz na stoku musisz miec sile zeby jezdzic ble ble ble dlaczego nie zjesz zwyklego chleba? nie jesz z nami makaronu? czy ty sie przypadkiem odchudzasz? no zjedz cos jeszcze, jak mozesz sie najesc jednym jogurtem?? nie nie ja tylko mam bardzo wrazliwy zoladek, nie moge jesc tego co wy bo potem mam problemy z zoladkiem a nie mam zamiaru stracic dnia jazdy przez bolacy brzuch. zaciskalam tylko swoj nadgarstek z czerwona bransoletka i powtarzalam te male klamstewka kazzdego dnia. Jakos nie zaslablam, nawet mi sie nie robilo slabo, nie czulam glodu, czulam sie fantastycznie! widzialam ze sie wszyscy krzywo na mnie patrza i pukaja sie w czolo ale wiecie gdzie ich mam? w tylku! gleboko w tylku!
J. codziennie jadla tyle ze az mi oczy wychodzily na wierzch,jeszcze jedna kanapeczka z tym, jedna z tamtym, o moze zjem batonika, pierogi, kolacyjka z kanapkami tez nie zaszkodzi. podliczylam jej jednego dnia kalorie, tak mniej wiecej oczywiscie we wlasnych myslach i wyszlo mi ok 2500. RANY. jak mozna tyle zjesc, jak mozna nie patrzec na to co sie wklada do ust, nie liczyc bilansu kalorii zeby wiedziec co mozna jeszcze ewentualnie zjesc danego dnia.nie wiem.ja tak nie potrafie. moze trace przez to wiele przyjemnosci w zyciu ale najwieksza przyjemnoscia dla mnie jest to ze chudne.
dzis jak tylko sie obudzilam wygrzebalam z szafy moje stare dzinsy. pasuja idealnie. a to sa dzinsy z czasow mojej chudosci. nosilam je kiedy wazylam troche mniej niz teraz ale widac mimo ze waga wyzsza to obwody mniejsze pewnie dzieki wysikowi fizycznemu.tak mnie to ucieszylo ze sie caly czas usmiecham, najlepszy prezent imieninowy jaki moglam sobie zrobic :)
jutro dostane kase za moja publikacje :D ciekawe kiedy ta dobra passa sie skonczy oby jeszcze troche potrwala.tego tez Wam zycze, mam nadzieje ze u Was wszystko ok, tak mi brakowalo tego bloga.lece sprawdzic co u Was sie wydarzylo w ciagu tego tygodnia.

piątek, 6 marca 2009

jakis koszmar dzis rano sie zwazylam i waga pokazuje 1 kg wiecej! trzymalam diete, moje dzienne dawki nie przekraczaja 700-800 kcal i nie wiem normalnie o co chodzi. a moze wiem.pewnie teraz mam za malo cwiczen. ale juz do jutra to sie zmieni, caly tydzien jezdzenia od rana powinien pomoc. zwaze sie po powrocie i mam nadzieje ze waga spadnie! oby oby bo naprawde mnie to martwi.
rany co za masakra w domu z tym pakowaniem. zawsze tak jest przed wyjazdem.milion pytan co biore ze soba, a co mi dokupic, a co wyprac, jakbym byla malym dzieckiem i jechala na swoje pierwsze w zyciu kolonie. rany jak mnie to wkurza skoro potrafilam sama o siebie zadbac przez rok zycia w innym kraju to chyba na boga potrafie sie spakowac na tydzien wyjazdu w gory! wiem ze sie wszyscy troszcza i powinnam to docenic, ale rany tak mam tego dosc.chcialabym mieszkac sama i sama decydowac o wszystkim co robie.przynajmniej decyduje o tym co jem ale tez nie zawsze.. :/
nie myslalam ze sie tak przywiaze do tego bloga a jednak.bedzie mi brakowalo tego wylewania wlasnych mysli przez tydzien i Waszych komentarzy.
Wyczytalam gdzies ze zeby schudnac 1 kg trzeba spalic 7000 tysiecy kalorii.podliczylam sobie ile spalam jesli cwicze 6 dni w tygodniu godzine na fitnessie i to nawet przeciez nie jest polowa tego a chudne i tak. wiec to chyba jakas sciema. co nie zmienia faktu ze im wiecej spalonych kcal tym lepiej hehe. O mam pytanie czy ktoras wie moze ile kcal ma jeden kabanos drobiowy? juz strasznie dawno tego nie jadlam, ogolnie to ja nie przepadam za miesem i jem najrzadziej jak sie tylko da ale nie jestem wegetarianka.czasem mnie zlapie wlasnie cos takiego ze mam ochote zjesc plaster szynki albo wlasnie kabanosa.ale nie zjem go dopoki nie bede wiedziala ile ma kalorii a nigdzie nie moge znalezc cholera. wczoraj mama wlasnie przyniosla kilka takich kabanosow i tak sie na nie patrzylam zachlannie..chcialabym sprobowac kawalek calego napewno nie mam zamiaru jesc. robilam zakupy na wyjazd i odkrylam ze goracy kubek knorr pomidorowa z makaronem ma 68 kcal po przygotowaniu. to nieduzo a taka zupka jest calkiem dobra,ciepla i napelnia zoladek wiec kilka takich wyladowalo juz w mojej torbie.pozatym na wyjazd zabieram chrupki chlebek moj ulubiony, almette do smarowania, nestle fitness z jogurtem, zielonego ogorka i duuuuzo roznej herbaty :) wezme tez 3 albo 4 torebki ryzu i moze sobie zrobie na obiad ktoregos dnia ryz z warzywami o ile tam bedzie jakis sklep gdzie beda mieli takie mrozonki.poza sezonem podobno dziala tam tylko jeden sklep. no ale nic, nie bede sie martwic na zapas i postaram sie chociaz troche cieszyc z wypoczynku, wyjazdu i towarzystwa innych ludzi 24 na dobe :D do uslyszenia po powrocie! trzymam kciuki za wszystkie Wasze diety i postanowienia :*

środa, 4 marca 2009

Wczorajsze zakupy jak najbardziej sie udały kupilam wszystko co chcialam, plus przesliczna bluzke na wiosne, cala w kwiatki i z kokarda. Caly dzien chodzenia to tez troche spalonych kalorii hehe, mama chciala cos zjesc na miescie ale na szczescie wybilam jej to z glowy i dopiero jak wrocilysmy do domu to czekal na nas obiad. kasza gryczana z pieczarkami, polowa mojej porcji zostala na talerzu co skonczylo sie awantura. zawsze sie tak konczy kiedy nie mam mozliwosci nigdzie schowac jedzenia cholera.dobrze ze dzis juz bede tylko ja i babcia.
nie mam dzis totalnie sily do cwiczen. nie kupilam karnetu open na marzec bo troche sie nie oplacalo ze wzgledu na wyjazd na narty i potem ten Madryt, wiec narazie jestem zdana na siebie. po nartach chce chodzic na basen, w tym tygodniu chyba nie dam rady bo jest jeszcze troche spraw do zalatwiania..dzis mam wyjatkowo leniwy dzien chyba mi brakuje troche zajec na uczelni i napietego planu dnia hahaha o rany nie myslalam ze to kiedys powiem. od kwietnia zacznie sie semestr wiosenny i bede miec 3 dni pod rzad 10 godzin siedzenia w szkole ciągiem.ale za to weekend zaczynajacy sie w piatek i konczacy w poniedzialek. to nawet lepsze rozwiazanie niz miec rozbity caly tydzien i przyjezdac do szkoly codziennie na jakies cwiczenia czy wyklad.
Do pisania tez nie mam jakos glowy, chyba wczoraj razem z napisaniem mojej publikacji "naukowej" wyparowaly ze mnie wszystkie litery i zdolnosc do sklecenia czegos sensownego.

poniedziałek, 2 marca 2009

Nie wiem czy to przez to slonce, czy przez pogode ale czuje przyplyw jakiejs ogromnej mocy. Wiem ze moge wszystko! nawet sie nie obejrzalam a juz mi ubylo 10 kg. jakos tak latwo i szybko mi to przyszlo ze az nie moge uwierzyc. tym bardziej nie chce mi sie nic jesc. nawet ciezko jest mi cokolwiek zjesc, boje sie ze to tylko piekny sen i peknie zaraz jak banka mydlana a ja sie obudze znow taka gruba, spodnie zamiast spadac nie beda sie dopinac...ale widze coraz realniejsze cele, juz tak blisko, sa na wyciagniecie reki. Jeszcze tylko troche wysilku, troche kilogramow i moze bede wreszcie szczesliwa i zadowolona z siebie i nie bede sie wstydzic patrzec na siebie w lustrze. wiem ze potrafie!
Dzis zaczelam wprowadzac swoj niecny plan klamstw zwiazany z wyjazdem na narty zeby sie wywinac od uwag na temat mojego niejedzenia. moze pomyslicie ze przesadzam ale nie znacie J. ona czasem jak sie czegos doczepi to nie ma przebacz. Ona uwielbia wszystko co zwiazane z jedzeniem poczynajac od slodczy a konczac na miesie, makaronach, zapiekankach itd.T Trzeba jej przyznac tez ze swietnie gotuje i ma do tego talent. NIgdy sobie niczego nie żaluje dlatego i nie przejmuje sie swoimi faldkami ale nie potrafi zrozumiec ze inni nie beda jesc tak jak ona. Tak wiec rozmawialam z J. ktora doskonale pamieta jakie mialam problemy z zoladkiem tej jesieni. wiec powiedzialam jej ze teraz znow mam to samo.bardzo sie zmartwila ze akurat mi sie to przytrafia na nasz wyjazd. powiedzialam ze tez mi przykro ale nie moge nic na to poradzic i bede sobie sama przygotowywac jedzenie. klamalam jak z nut a ona uwierzyla. troche to perfidne ale w koncu cel uswieca srodki. ona jest jedyna osoba wsrod tych znajomych ktora moglaby sie czepiac ze nie jem ble ble ble ale juz ja załatwiłam moim malym klamstewkiem i mam nadzieje ze nie bedzie zadnych problemow. reszta tych ludzi mnie malo obchodzi i nawet jakby gadali to nie maja na nic wplywu :) od razu po powrocie czeka mnie impreza urodzinowa mojej przyjaciolki. mam zamiar wygladac na niej chudo i bosko.
Jutro za to mama wziela dzien wolny i jedziemy razem na wielkieee zakupy:) musimy kupic kask bo ja zawsze jezdzilam bez ale tym razem uslyszalam ze nigdzie nie pojade bez kasku, moze jakies buty na wiosne hmm moze cos jeszcze jak sie nawinie :) jedziemy do wielkiego outletu za miastem gdzie wszystko jest - 60, -80% przecenione przez caly rok wiec mozna cos fajnego upolowac. Juz sie ciesze na to łażenie po sklepach.
Dieta idzie swietnie, wrecz bosko, dzis zjadlam activie, wypilam kubek zupy pomidorowej (bez ryzu ani makaronu- sam plyn).na obiad zjadlam brokuly gotowane na parze, mieso tez bylo gotowane na parze jednak wyladowalo w kieszeni mojej bluzy zawiniete w chusteczke do nosa (swietny sposob zawsze tak robie, wystarczy tylko sekunda zeby ten kto siedzi ze mna przy stole poszedl zaparzyc herbaty, wtedy raz dwa i miesa nie ma) Z babcia takie rzeczy przechodza bez mrugniecia okiem a zwykle to z nia jem obiad. Niestety w weekendy kiedy jemy z mama i bratem jest to prawie niewykonalne. Z tego jednego jedynego powodu nie cierpie weekendow. Dobrze ze caly tydzien przede mna a nastepny weekend juz w gorach!

niedziela, 1 marca 2009

hmm..

Ale sie zrobilo wiosennie, ja chyba jestem jedna z nielicznych osob ktora nie lubi wiosny.serio, jak dla mnie przez caly rok moglaby byc na zmiane jesien i zima. za latem tez nie przepadam. najgorzej sie czuje jak jest duszno, parno i goraco. cos obrzydliwego, a juz jechac autobusem podczas upalu to dopiero koszmar.haha nie ma to jak sobie ponarzekac na poczatek.
chowalysmy wlasnie z mama grubsze kurtki do szafy,plaszcze zimowe itd i mama mi kazala przymierzyc plaszcz ktory kupilam w tym roku na jesieni, ze moze na teraz bylby akurat bo w sumie to taka pogoda ze niewiadomo w czym chodzic. no i go przymierzylam. i wisi na mnie jak na wieszaku w sklepie.( bo ja schudlam wiecej juz niz te 4 kg, w tym momencie jest to ok 10 kg jesli liczyc tak od poczatku koncowki grudnia) mama sie patrzy i mowi: jak ty w tym wygladasz, ja sie tylko glupio usmiecham. mama: znowu sie odchudzasz? ja: nie no co ty, przeciez to przez te leki ktore biore na tarczyce (gowno prawda)
mama: dobrze wiesz ze to przez to ze nie jesz. doskonale o tym wiesz. Stala tak chwile bez ruchu i sie na mnie patrzyla.widzialam w jej oczach cos takiego, jakby sie na mnie zawiodla. wtedy mnie tknelo ze moze zajrzala do moje segregatora w ktorym mam doslownie wszystko, kazda kartke zapisana kazdego dnia z bilansem kalorii ,zdjecia, mysli,motywacje. Teraz akurat nie ma nikogo w domu i mysle nad jakims dobrym miejscem gdzie go wlozyc, gdzie mama napewno nie zajrzy. Potem zrobilo mi sie przykro ze ja zawiodlam, ze dostarczam jej dodatkowych zmartwien, jakby miala malo swoich. Ale z drugiej strony ja nie moge jesc normalnych porcji, kanapek, chleba, sera, ziemniakow i nnych tego typu rzeczy bo przeciez bede wazyc 100 kg!!! napewno to tez by jej nie odpowiadalo gdybym tak wygladala. Taka juz sie urodzilam, ze nie moge jesc takich rzeczy jak inni bo od nich moglabym przytyc od razu pare kg. Dlatego musze trzymac swoja diete i cwiczenia. Bez tego bede wielorybem. Dzis mama (chyba celowo) powiedziala ze na obiad bedzie spaghetti. doskonale wie ze rusze trzy razy widelcem i nie zjem tego przeciez to tyle kalorii!! makaron + sos = kibel. Juz bardzo dawno nie bylo takich rzeczy do jedzenia, w tygodniu babcia nam przygotowuje obiady a ona tak bardzo sie troszczy o moj schorowany zoladek ( juz dawno ni jest schorowany ale jest mi bardzo na reke nie wyprowadzac jej z bledu) ze dla mnie sa osobne posilki typu gotowany filet z kurczaka+ brokuly lub warzywa na parze, czasem zjadam caly talerz takich warzyw bo to glownie brokuly i marchewka wiec sa bezpieczne. no i przedewszystkim nie smazone :) ale sie rozpisalam o tym jedzeniu to chyba z tych nerwow.
A dostalam od babci ze dwa dni temu ksiazke JEDZ ZDROWO z roznymi dietami i przepisami. Przejrzalam juz cala jednak dla mnie nic przydatnego sie w niej raczej nie znajdzie.te diety to takie typowo na rozne schorzenia: okreznicy, nudnosci, chorob nerek itd. Patrzylam na te przepisy ale to sa dania po 300-400 kcal porcja wiec nie dla mnie. jakas jedna niskokaloryczna salatka moze sie znajdzie ale poza tym to nic.
W piatek tak jak sobie zalozylam nie tknelam lyka piwa, wypilam czarna kawe, bez cukru oczywiscie bo ja wogole nie lubie slodzic, herbaty tez nigdy w zyciu nie slodzilam.
w nastepny weekend juz bede w gorach wiec wiecej ruchu + mniej jedzenia= szczesliwa ja :)