Ale sie zrobilo wiosennie, ja chyba jestem jedna z nielicznych osob ktora nie lubi wiosny.serio, jak dla mnie przez caly rok moglaby byc na zmiane jesien i zima. za latem tez nie przepadam. najgorzej sie czuje jak jest duszno, parno i goraco. cos obrzydliwego, a juz jechac autobusem podczas upalu to dopiero koszmar.haha nie ma to jak sobie ponarzekac na poczatek.
chowalysmy wlasnie z mama grubsze kurtki do szafy,plaszcze zimowe itd i mama mi kazala przymierzyc plaszcz ktory kupilam w tym roku na jesieni, ze moze na teraz bylby akurat bo w sumie to taka pogoda ze niewiadomo w czym chodzic. no i go przymierzylam. i wisi na mnie jak na wieszaku w sklepie.( bo ja schudlam wiecej juz niz te 4 kg, w tym momencie jest to ok 10 kg jesli liczyc tak od poczatku koncowki grudnia) mama sie patrzy i mowi: jak ty w tym wygladasz, ja sie tylko glupio usmiecham. mama: znowu sie odchudzasz? ja: nie no co ty, przeciez to przez te leki ktore biore na tarczyce (gowno prawda)
mama: dobrze wiesz ze to przez to ze nie jesz. doskonale o tym wiesz. Stala tak chwile bez ruchu i sie na mnie patrzyla.widzialam w jej oczach cos takiego, jakby sie na mnie zawiodla. wtedy mnie tknelo ze moze zajrzala do moje segregatora w ktorym mam doslownie wszystko, kazda kartke zapisana kazdego dnia z bilansem kalorii ,zdjecia, mysli,motywacje. Teraz akurat nie ma nikogo w domu i mysle nad jakims dobrym miejscem gdzie go wlozyc, gdzie mama napewno nie zajrzy. Potem zrobilo mi sie przykro ze ja zawiodlam, ze dostarczam jej dodatkowych zmartwien, jakby miala malo swoich. Ale z drugiej strony ja nie moge jesc normalnych porcji, kanapek, chleba, sera, ziemniakow i nnych tego typu rzeczy bo przeciez bede wazyc 100 kg!!! napewno to tez by jej nie odpowiadalo gdybym tak wygladala. Taka juz sie urodzilam, ze nie moge jesc takich rzeczy jak inni bo od nich moglabym przytyc od razu pare kg. Dlatego musze trzymac swoja diete i cwiczenia. Bez tego bede wielorybem. Dzis mama (chyba celowo) powiedziala ze na obiad bedzie spaghetti. doskonale wie ze rusze trzy razy widelcem i nie zjem tego przeciez to tyle kalorii!! makaron + sos = kibel. Juz bardzo dawno nie bylo takich rzeczy do jedzenia, w tygodniu babcia nam przygotowuje obiady a ona tak bardzo sie troszczy o moj schorowany zoladek ( juz dawno ni jest schorowany ale jest mi bardzo na reke nie wyprowadzac jej z bledu) ze dla mnie sa osobne posilki typu gotowany filet z kurczaka+ brokuly lub warzywa na parze, czasem zjadam caly talerz takich warzyw bo to glownie brokuly i marchewka wiec sa bezpieczne. no i przedewszystkim nie smazone :) ale sie rozpisalam o tym jedzeniu to chyba z tych nerwow.
A dostalam od babci ze dwa dni temu ksiazke JEDZ ZDROWO z roznymi dietami i przepisami. Przejrzalam juz cala jednak dla mnie nic przydatnego sie w niej raczej nie znajdzie.te diety to takie typowo na rozne schorzenia: okreznicy, nudnosci, chorob nerek itd. Patrzylam na te przepisy ale to sa dania po 300-400 kcal porcja wiec nie dla mnie. jakas jedna niskokaloryczna salatka moze sie znajdzie ale poza tym to nic.
W piatek tak jak sobie zalozylam nie tknelam lyka piwa, wypilam czarna kawe, bez cukru oczywiscie bo ja wogole nie lubie slodzic, herbaty tez nigdy w zyciu nie slodzilam.
w nastepny weekend juz bede w gorach wiec wiecej ruchu + mniej jedzenia= szczesliwa ja :)
chowalysmy wlasnie z mama grubsze kurtki do szafy,plaszcze zimowe itd i mama mi kazala przymierzyc plaszcz ktory kupilam w tym roku na jesieni, ze moze na teraz bylby akurat bo w sumie to taka pogoda ze niewiadomo w czym chodzic. no i go przymierzylam. i wisi na mnie jak na wieszaku w sklepie.( bo ja schudlam wiecej juz niz te 4 kg, w tym momencie jest to ok 10 kg jesli liczyc tak od poczatku koncowki grudnia) mama sie patrzy i mowi: jak ty w tym wygladasz, ja sie tylko glupio usmiecham. mama: znowu sie odchudzasz? ja: nie no co ty, przeciez to przez te leki ktore biore na tarczyce (gowno prawda)
mama: dobrze wiesz ze to przez to ze nie jesz. doskonale o tym wiesz. Stala tak chwile bez ruchu i sie na mnie patrzyla.widzialam w jej oczach cos takiego, jakby sie na mnie zawiodla. wtedy mnie tknelo ze moze zajrzala do moje segregatora w ktorym mam doslownie wszystko, kazda kartke zapisana kazdego dnia z bilansem kalorii ,zdjecia, mysli,motywacje. Teraz akurat nie ma nikogo w domu i mysle nad jakims dobrym miejscem gdzie go wlozyc, gdzie mama napewno nie zajrzy. Potem zrobilo mi sie przykro ze ja zawiodlam, ze dostarczam jej dodatkowych zmartwien, jakby miala malo swoich. Ale z drugiej strony ja nie moge jesc normalnych porcji, kanapek, chleba, sera, ziemniakow i nnych tego typu rzeczy bo przeciez bede wazyc 100 kg!!! napewno to tez by jej nie odpowiadalo gdybym tak wygladala. Taka juz sie urodzilam, ze nie moge jesc takich rzeczy jak inni bo od nich moglabym przytyc od razu pare kg. Dlatego musze trzymac swoja diete i cwiczenia. Bez tego bede wielorybem. Dzis mama (chyba celowo) powiedziala ze na obiad bedzie spaghetti. doskonale wie ze rusze trzy razy widelcem i nie zjem tego przeciez to tyle kalorii!! makaron + sos = kibel. Juz bardzo dawno nie bylo takich rzeczy do jedzenia, w tygodniu babcia nam przygotowuje obiady a ona tak bardzo sie troszczy o moj schorowany zoladek ( juz dawno ni jest schorowany ale jest mi bardzo na reke nie wyprowadzac jej z bledu) ze dla mnie sa osobne posilki typu gotowany filet z kurczaka+ brokuly lub warzywa na parze, czasem zjadam caly talerz takich warzyw bo to glownie brokuly i marchewka wiec sa bezpieczne. no i przedewszystkim nie smazone :) ale sie rozpisalam o tym jedzeniu to chyba z tych nerwow.
A dostalam od babci ze dwa dni temu ksiazke JEDZ ZDROWO z roznymi dietami i przepisami. Przejrzalam juz cala jednak dla mnie nic przydatnego sie w niej raczej nie znajdzie.te diety to takie typowo na rozne schorzenia: okreznicy, nudnosci, chorob nerek itd. Patrzylam na te przepisy ale to sa dania po 300-400 kcal porcja wiec nie dla mnie. jakas jedna niskokaloryczna salatka moze sie znajdzie ale poza tym to nic.
W piatek tak jak sobie zalozylam nie tknelam lyka piwa, wypilam czarna kawe, bez cukru oczywiscie bo ja wogole nie lubie slodzic, herbaty tez nigdy w zyciu nie slodzilam.
ja uwielbiam wiosne za zimna i latem tez nie do konca przepadam bo tu za zimno tu za cieplo ale wiosne kocham:) ja tez lubie jak pisujesz o swoich perypetiach o jedzeniu. 10 kilo schulas! to tak duzo... matko! podziwiam! wiesz co! teraz tak sobie mysle ile ja schudłam i wychodzi mi 9.5 kg wiec tez duzo! matko! nawet nie wiedzialam:* buziaki kochaa i trzymaj sie mocno!
OdpowiedzUsuńmamy prawie dokladnie takie samo bmi Ty 19.72 ja 19.75:) nie zepsujmy tego! lecimy dalej!
OdpowiedzUsuńMoja mama tez na mnie łypie podejrzanie, na szczęście juz po feriach więc wczoraj wyemigrowałam z domu na studia :) Ja lubię wszystkie pory roku, o ile świeci słońce i jest tak radośnie na zewnątrz :) Ale lato lubię bo kocham się opalac i jeździc na rowerze gdy mam wolne :)
OdpowiedzUsuń