Nie wiem czy to przez to slonce, czy przez pogode ale czuje przyplyw jakiejs ogromnej mocy. Wiem ze moge wszystko! nawet sie nie obejrzalam a juz mi ubylo 10 kg. jakos tak latwo i szybko mi to przyszlo ze az nie moge uwierzyc. tym bardziej nie chce mi sie nic jesc. nawet ciezko jest mi cokolwiek zjesc, boje sie ze to tylko piekny sen i peknie zaraz jak banka mydlana a ja sie obudze znow taka gruba, spodnie zamiast spadac nie beda sie dopinac...ale widze coraz realniejsze cele, juz tak blisko, sa na wyciagniecie reki. Jeszcze tylko troche wysilku, troche kilogramow i moze bede wreszcie szczesliwa i zadowolona z siebie i nie bede sie wstydzic patrzec na siebie w lustrze. wiem ze potrafie!
Dzis zaczelam wprowadzac swoj niecny plan klamstw zwiazany z wyjazdem na narty zeby sie wywinac od uwag na temat mojego niejedzenia. moze pomyslicie ze przesadzam ale nie znacie J. ona czasem jak sie czegos doczepi to nie ma przebacz. Ona uwielbia wszystko co zwiazane z jedzeniem poczynajac od slodczy a konczac na miesie, makaronach, zapiekankach itd.T Trzeba jej przyznac tez ze swietnie gotuje i ma do tego talent. NIgdy sobie niczego nie żaluje dlatego i nie przejmuje sie swoimi faldkami ale nie potrafi zrozumiec ze inni nie beda jesc tak jak ona. Tak wiec rozmawialam z J. ktora doskonale pamieta jakie mialam problemy z zoladkiem tej jesieni. wiec powiedzialam jej ze teraz znow mam to samo.bardzo sie zmartwila ze akurat mi sie to przytrafia na nasz wyjazd. powiedzialam ze tez mi przykro ale nie moge nic na to poradzic i bede sobie sama przygotowywac jedzenie. klamalam jak z nut a ona uwierzyla. troche to perfidne ale w koncu cel uswieca srodki. ona jest jedyna osoba wsrod tych znajomych ktora moglaby sie czepiac ze nie jem ble ble ble ale juz ja załatwiłam moim malym klamstewkiem i mam nadzieje ze nie bedzie zadnych problemow. reszta tych ludzi mnie malo obchodzi i nawet jakby gadali to nie maja na nic wplywu :) od razu po powrocie czeka mnie impreza urodzinowa mojej przyjaciolki. mam zamiar wygladac na niej chudo i bosko.
Jutro za to mama wziela dzien wolny i jedziemy razem na wielkieee zakupy:) musimy kupic kask bo ja zawsze jezdzilam bez ale tym razem uslyszalam ze nigdzie nie pojade bez kasku, moze jakies buty na wiosne hmm moze cos jeszcze jak sie nawinie :) jedziemy do wielkiego outletu za miastem gdzie wszystko jest - 60, -80% przecenione przez caly rok wiec mozna cos fajnego upolowac. Juz sie ciesze na to łażenie po sklepach.
Dieta idzie swietnie, wrecz bosko, dzis zjadlam activie, wypilam kubek zupy pomidorowej (bez ryzu ani makaronu- sam plyn).na obiad zjadlam brokuly gotowane na parze, mieso tez bylo gotowane na parze jednak wyladowalo w kieszeni mojej bluzy zawiniete w chusteczke do nosa (swietny sposob zawsze tak robie, wystarczy tylko sekunda zeby ten kto siedzi ze mna przy stole poszedl zaparzyc herbaty, wtedy raz dwa i miesa nie ma) Z babcia takie rzeczy przechodza bez mrugniecia okiem a zwykle to z nia jem obiad. Niestety w weekendy kiedy jemy z mama i bratem jest to prawie niewykonalne. Z tego jednego jedynego powodu nie cierpie weekendow. Dobrze ze caly tydzien przede mna a nastepny weekend juz w gorach!
Dzis zaczelam wprowadzac swoj niecny plan klamstw zwiazany z wyjazdem na narty zeby sie wywinac od uwag na temat mojego niejedzenia. moze pomyslicie ze przesadzam ale nie znacie J. ona czasem jak sie czegos doczepi to nie ma przebacz. Ona uwielbia wszystko co zwiazane z jedzeniem poczynajac od slodczy a konczac na miesie, makaronach, zapiekankach itd.T Trzeba jej przyznac tez ze swietnie gotuje i ma do tego talent. NIgdy sobie niczego nie żaluje dlatego i nie przejmuje sie swoimi faldkami ale nie potrafi zrozumiec ze inni nie beda jesc tak jak ona. Tak wiec rozmawialam z J. ktora doskonale pamieta jakie mialam problemy z zoladkiem tej jesieni. wiec powiedzialam jej ze teraz znow mam to samo.bardzo sie zmartwila ze akurat mi sie to przytrafia na nasz wyjazd. powiedzialam ze tez mi przykro ale nie moge nic na to poradzic i bede sobie sama przygotowywac jedzenie. klamalam jak z nut a ona uwierzyla. troche to perfidne ale w koncu cel uswieca srodki. ona jest jedyna osoba wsrod tych znajomych ktora moglaby sie czepiac ze nie jem ble ble ble ale juz ja załatwiłam moim malym klamstewkiem i mam nadzieje ze nie bedzie zadnych problemow. reszta tych ludzi mnie malo obchodzi i nawet jakby gadali to nie maja na nic wplywu :) od razu po powrocie czeka mnie impreza urodzinowa mojej przyjaciolki. mam zamiar wygladac na niej chudo i bosko.
Jutro za to mama wziela dzien wolny i jedziemy razem na wielkieee zakupy:) musimy kupic kask bo ja zawsze jezdzilam bez ale tym razem uslyszalam ze nigdzie nie pojade bez kasku, moze jakies buty na wiosne hmm moze cos jeszcze jak sie nawinie :) jedziemy do wielkiego outletu za miastem gdzie wszystko jest - 60, -80% przecenione przez caly rok wiec mozna cos fajnego upolowac. Juz sie ciesze na to łażenie po sklepach.
Dieta idzie swietnie, wrecz bosko, dzis zjadlam activie, wypilam kubek zupy pomidorowej (bez ryzu ani makaronu- sam plyn).na obiad zjadlam brokuly gotowane na parze, mieso tez bylo gotowane na parze jednak wyladowalo w kieszeni mojej bluzy zawiniete w chusteczke do nosa (swietny sposob zawsze tak robie, wystarczy tylko sekunda zeby ten kto siedzi ze mna przy stole poszedl zaparzyc herbaty, wtedy raz dwa i miesa nie ma) Z babcia takie rzeczy przechodza bez mrugniecia okiem a zwykle to z nia jem obiad. Niestety w weekendy kiedy jemy z mama i bratem jest to prawie niewykonalne. Z tego jednego jedynego powodu nie cierpie weekendow. Dobrze ze caly tydzien przede mna a nastepny weekend juz w gorach!
Kurcze, gratuluje ci z calego serca ze udalo ci sie schudnac te 10 kg :) Mozesz mi powiedziec jeszcze w jakim czasie?? Strasznie lekko sie czyta twoje notki, bede zagladac czesciej no i kibicowac ci :) zapraszam do mnie www.flying-pig.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuńTeż nie cierpię weekendów :( Fajnie, że masz taki przypływ sił, mi chyba wszystkie odpłynęły, czuję się okropnie i ciągle myślę o czekoladzie :(
OdpowiedzUsuń