piątek, 27 lutego 2009

Polacy od-wagi

slyszalyscie o tej akcji? ja wlasnie wczoraj wieczorem wracalam metrem i reklamowali ze w gazecie wyborczej rozpocznie sie na wiosne, czy moze juz od tego weekendu,nie jestem pewna cala akcja odchudzajaca polakow bo nasza narodowa nadwaga wciaz rosnie:) ja dzis mialam to wazenie i wprost nie moglam uwierzyc ale jestem 4 kg na minusie hehe. wrecz cudownie.ale wlasnie zaczal sie comiesieczny koszmar wiec i tak jestem cala napuchnieta i obolala i czuje ze tyje od samego patrzenia na jedzenie. ale diety sie trzymam tak czy siak. dzis sie umowilam ale zaloze czerwona i piwa nie tkne. wezme sok albo herbate byle nie te puste kalorie. mam wrecz obrzydzenie do piwa.nie jestem zadna abstynentka bo swego czasu chodzilam na imprezy 3 razy w tygodniu i nie pilam tam bynajmniej wody:) ale odkad trzymam swoja diete alkohol to tylko dodatkowe kalorie ktore tak naprawde nikomu nie potrzebne wiec jesli juz biore jakis alkohol do ust to tylko od swieta. w tym tygodniu byl to kieliszek szamapana z okazji obrony. ale dzis zeby mnie tam dusili i prosili to nie ma opcji nie wypije tego paskudengo piwska. na nartach mam zamiar mowic ze znow mam problemy z zoladkiem i nie moge pic nic gazowanego i alkoholowego.akurat w moim wypadku to akurat troche prawda bo mialam spore poroblemy z zoladkiem jakos po wakacjach i kazdy o tym wiedzial wiec mam nadzieje ze uwierza i nie beda gadac. jutro z samego rana godzina ruchu ale potem nie wiem czy sie jeszcze do czegos zmusze.
zycze wszystkim milego i niskokalorycznego weekendu! od niedzieli nowy miesiac wiec obysmy mialy wiecej energii i sily do dzialania motyle! :D

środa, 25 lutego 2009

Inżynier

No to obronie moje drogie i jestem Inżynierem.to byl dla mnie niewyobrazalnie wielki stres chociaz w srodku wiedzialam ze nie ma sie czego obawiac,ze to tylko formalnosc itd. ale jednak myslalam ze padne jak juz stalam w tej sali patrzylam na komisje i mowilam swoja prezentacje. potem pryszla kolej na pytania najpierw o prace potem ze studiow ehh.nie powiem zebym byla z siebie zadowolona, uwazam ze moje wystapienie tam bylo dosc zenujace.ale dostalam 4. no niewazne bylo minelo chce o tym jak najszybciej zapomniec. ja jeszcze im wszystkim pokaze kto tu jest najlepszy.przynajmniej w jednej dziedzinie - odchudzaniu. kiedys kolezanka zapytala mnie dlaczego ja zawsze musze ze wszystkimi konkurowac. jakby sie tak zastanowic to nie wiem chyba robie to podswiadomie.to nie wynika z jakiejs mojej zawisci, zazdrosci czy czegokolwiek takiego. po prostu odkad pamietam zawsze chcialam byc najlepsza,w podstawowce- miec najlepsze oceny, w gimnazjum-najfajniejszych znajomych, w liceum- byc najchudsza.na studiach chcialam miec dobra srednia, odnosic sukcesy,moze kogos poznac.wszystko to niby mam ale ja nie potrafie sie z tego cieszyc kiedy nie mam jedzenia pod kontrola. chyba nie chce zeby moje zycie zawsze tak wygladalo ale z drugiej strony wiem ze nie mam wyboru..
teraz mam wolne niby ale musze oddac kolejna publikacje do konca miesiaca wiec tez zaraz sie zabieram za pisanie.a potem wreszcie bede miec czas dla siebie,czyli cwiczenia cwiczenia i jeszcze raz cwiczenia i dieta. od marca chodze na basen.nieodwolalnie.trudno ze nie potrafie dobrze plywac bede spalac kalorie wlekąc sie ta swoja zabka. a woda rzezbi cialo wiec mam nadzieje ze moje tez wyrzezbi,chociaz troche.
wczoraj byl tort i szampan, tak mi sie milo zrobilo ze mama i babcia go zamowily.nie moglam go zjesc mimo wszystko.poskubalam troche z wierzchu caly srodek zostawilam.powiedzialam ze to z tych nerwow i ze musze jeszcze ochlonac. a potem zjadlam dwa kawalki pizzy.zenada.wzielam na przeczszczenie i dzis rano jestem juz czysta ale to okropne poczucie winy ktore siedzi gdzies w srodku nigdy nie odejdzie zebym nie wiem ile przeczyszczacy uzyla to chyba nigdy sie go nie pozbede.
wyjazd na narty jest chyba jednak juz przesądzony,rezerwacja zrobiona itd. ulozylam sobie plan dobrych klamstw i sposobow na unikanie wspolnych posilkow na tydzien 7-14 marca. ale czy wypali to sie okaze w praktyce.tak naprawde to mam cicha nadzieje ze pojedziemy i wrocimy po dwoch dniach bo caly snieg juz zdazy sie roztopic.wiem ze to okropne bo to w koncu wyjazd na narty ale czy ja mam wrocic z niego jako grubas???o nie w zadnym wypadku.doskonale wiem jak to z nimi jest tylko by jedli i jedli.jak nie jakas karkowka to piwo,jak nie piwo to ciastka.co za masakra.ale dam rade, nie zlamie sie przez widok ludzi obzerajacych sie do granic mozliwosci.
w tym tygodniu chodze na fitness od dzis do soboty wlacznie.codziennie sa jakies fajne zajecia z ktorych wychodze mokra jak mysz:) w piatek wazenie...wiem ze ta pizza mogla troche popsuc wynik ale obiecuje to odrobic z nawiazka.

czwartek, 19 lutego 2009

Pączek

Chudy czwartek w moim wypadku jak najbardziej sie udał :) mysle ze chyba wprowadze u siebie tradycje chudych czwartkow taka jestem zadowolona z dzisiejszego dnia. zrobilam dzis cos okropnego swoja droga.oczywiscie w zyciu nikomu bym sie nie przyznala ale Wam moge mam nadzieje ze zrozumiecie. rano wychodzilam z domu,musialam jeszcze podskoczyc na uczelnie a potem jechalam do J. dostalam od babci cala siatke paczkow dla niej i dwoch kolezanek ktore tez mialy sie z nami uczyc. i co ja zrobilam? wyrzucilam je do smietnika na uczelni.poplakalam sie,jakos mnie dopadlo takie napiecie ze nie moglam wytrzymac.wyrzucilam wszystko do smietnika.i ryczalam jak bóbr.powtarzalam sobie ze musze sie szybko ogarnac i nie odstawiac zadnych cyrkow bo zaraz bylam umowiona z kolezanka.uspokoilam sie dopiero po kilku minutach.strasznie sie balam ze jak je zawioze tam to ja tez bede musiala chociaz jednego zjesc.tak bardzo mnie to przerazalo ze musialam je wyrzucic.jestem nienormalna. paczki i tak byly u J w domu.powiedzialam ze mnie boli brzuch.wszystkie sie dziwnie patrzyly, i zajadaly te puste kalorie.dodatkowo byla jeszcze szarlotka haha smacznego! milego tycia ja podziekuje. zjadlam tylko troche obiadu bo nie wypadalo inaczej jak jej mama go przygotowala dla nas wszystkich. poza tym to zero jedzenia za to wypilam hektolitry herbaty.
Obrona we wtorek poznym popoludniem co za glupota jakby nie mogli zaczac od rana tylko dopiero od 14.00. aa musze sie pochwalic,z tego testu we wtorek dostalam 60% :) to niby nie jakis super wynik ale wiekszosc osob ma srednio 40%,najwieksze kujony dostaly najmniej punktow haha! jestem z siebie zadowolona co sie rzadko zdarza.lece bo zaraz dr House :D

wtorek, 17 lutego 2009

Sophie

Dziekuje Kochane to tak pomaga kiedy ktoś wspiera tak jak Wy:*
dzis juz o wiele lepiej, napisalam test.chyba mi sie trafil jeden z latwiejszych zestawowo bo z tego co slyszalam to inni mieli trudniejsze pytania. ogolnie dziekanowi sie chyba nudzilo ze powymyslal takie glupoty.ale najwazniejsze ze jedna rzecz juz z glowy. juz sie ciesze na dzisiejsze cwiczenia bo ruszyly nowe zajecia,takie troche baletowe.bylam juz na nich w zeszlym tygodniu i naprawde mozna sie porzadnie zmeczyc i przy tym porozciagac.nie ma to jak cwiczenia:) dzis odeszla mi totalnie ochota na jedzenie czegokolwiek.wiem ze rano trzeba cos zjesc bo to rozkreca metabolizm na caly dzien ale dzis nie mogla w siebie wmusic jogurtu. zjadlam polowe activii truskawkowej - ok 65 kcal, na obiad byly gotowane warzywa i zjadlam tez mniej wiecej polowe.babcia krecila nosem ale w koncu ja przekonalam ze najadlam sie juz do granic mozliwosci. zjem dzis jeszcze na kolacje kromke wasy 3 zboza cienko posmarowana almette z ogorkiem.jesli bedzie mi sie czegos chcialo to zjem kiwi. i na tym koniec.mam ważenie 27 lutego u lekarza.waze sie tam przy kazdej wizycie bo waga jest super dokladna.mam nadzieje ze sie nie zawiode cyframi ktore tam zobacze.
szykuje mi sie chyba wyjazd na narty bo caly marzec po obronie ma wolny ze wzgledu na cale zamieszanie z rozpoczeciem nowego semestru na II stopniu. mi i tak sie te miesieczne wakacje przedluza bo lece do Madrytu 27 marca az na jedenascie dni do znajomych hiszpanow z ktorymi sie bardzo zaprzyjaznilam na stypednium. do jest tez moj cel,do tego czasu schudnac min 5 kg. w tym wyjezdzie na narty ze znajomymi obawiam sie tylko jednego - jedzenia.ale to jeszcze nic pewnego czy pojade, przede wszystkim snieg nie moze sie roztopic :)
o bym zapomniala.wczoraj jak mi bylo tak zle wynalazlam piekna piosenke. moze juz slyszalyscie ja sluchalam jej pierwszy raz w zyciu i sie zakochalam.jest smutna ale prawdziwa i taka bliska.. tu macie link : http://www.youtube.com/watch?v=s9khO-UdUcA

poniedziałek, 16 lutego 2009

co za żenada.po prostu żenada.zjadlam dwa ciastka.takie kruche okragle z cukrem.nie wiem ile jedno ma kalorii i to mnie jeszcze bardziej dobija. bylam sama w domu i nie moglam sie opanowac. nie wiem co mnie napadlo, co z tego ze spale to wszystko dzis.jednak zjedzone to zjedzone. obrzydliwe wchloniete proste cukry ktore sie odkladaja na biodrach,udach i brzuchu.oblepiaja cale cialo i tylko czekaja zebym zjadla wiecej. jestem beznadziejnie oblesna.a juz tak dobrze sie czulam.wczoraj udalo mi zjesc standardowe sniadanie i wypic kubeczek rosołu bo szlam potem sie uczyc do kolezanki i w domu powiedzialam ze zjem u niej obiad, a jej powiedzialam z kolei ze jadlam w domu i jestem taaaka najedzona. oczywiscie mnie troche skrecalo, w dodatku wszedzie staly pierniczki,ciasteczka,czekolada i inne swinstwa bo ona uwielbia slodycze. a ja nic nie zjadlam.NIC.patrzylam z satysfakcja jak moja kolezanka pochlania te tysiace kalorii i myslalam sobie ze jestem silna i moge wszystko. a dzis zjadlam te dwa ciastka.oczywiscie lepiej juz dwa niz cale opakowanie ale to nie jest zadne usprawiedliwienie dla mojego łakomstwa.
ogolnie mam kiepski nastroj,wczoraj poklocilam sie z mama,bylo mi zajebiscie przykro i chcialo mi sie plakac ale powstrzymalam lzy.tylko mieczaki placza.
w sobote mam isc na impreze, wlasnie z ta dziewczyna od tych slodyczy. tak przed obrona,zeby sie odstresowac. jeszcze w zeszlym tygodniu cieszylam sie na ta impreze ale im blizej tym bardziej nie chce tam isc. zawsze jak musze wyjsc gdzies do ludzi to mysle sobie za jakiego paszteta wszyscy mnie uwazaja.zawsze wtedy slysze w glowie ojca ktory nazywal mnie "bambaryła". teraz nie mam juz z nim kontaktu, placi tylko alimenty na mnie i mojego brata ale nie sklada nawet zyczen na urodziny.rany znow mi sie zbiera na placz naprawde nie wiem co sie ze mna ostatnio dzieje. musze jeszcze posiedziec nad prezentacja ktora bede wyglaszac na tej zasranej obronie. Plan na dzis to: cwiczyc,cwiczyc,cwiczyc! pouczyc sie do testow i skonczyc prezentacje. mam nadzieje ze jutro mi sie juz humor poprawi bo nie zamierzam tu dluzej tak przynudzac:)

sobota, 14 lutego 2009

weekend

dziekuje za te mile slowa:) razem jestesmy jeszcze silniejsze! :)
wróciłam z fitnessu jakies pol godziny temu i jak zwykle po takiej godzinnej meczarni czuje sie swietnie, cudownie spokojna i zadowolona z siebie.godzina cwiczen to malo w porownaniu z tym co kiedys robilam (3 godziny w fitness klubie) ale wtedy tez troche wiecej jadlam.teraz juz trzy razy w ciagu ostatniego 1,5 miesiaca robilo mi sie ciemno przed oczami i niedobrze tak ze musialam na chwile przerywac cwiczenia i wychodzic sie oblac zimna woda. ale taka glupia rzecz mnie nie zlamie ani nie spowoduje ze przestane cwiczyc. I tak wstretne chorobsko ktore sie przyplatalo w zeszlym tygodniu popsulo mi moj plan na luty. Otoz kupilam sobie karnet open na zajecia wiec moge chodzic codziennie i ile chce. I jak juz poszlam w zeszly wtorek na super zajecia to w srode po ostatnim zaliczeniu kiedy juz moglam cieszyc sie wolnym czasem na cwiczenia dostalam goraczki 39 ktora mnie trzymala az do niedzieli.co za koszmar.uwazajcie motylki bo to jakis okropny wirus.tej goraczki nie dalo sie zbic,bylo mi tak potwornie zimno ze nie moglam juz wytrzymac.Ale w tym tygodniu bylam juz w srode,czwartek no i dzis.w niedziele niestety nie prowadza zajec i tak wlasnie mysle czy nie pojsc na basen.w sumie nie przepadam za basenem bo u mnie kiepsko z plywaniem(nie utopie sie ale takim prawdziwym plywaniem to tego z pewnoscia nie mozna nazwac hehe) ale jakos nie mam za bardzo w tym momencie innej alternatywy.
dzis chce upiec ciasteczka czekoladowe i owsiane. obiecalam mamie ze upieke.oczywiscie nie bede ich jesc,chce sobie czyms zajac rece a lubie bardzo robic rozne rzeczy w kuchni szczegolnie jak inni jedza a ja nie:)
we wtorek mam testy kwalifikacyjne na drugi stopien studiow.co za glupota,w zeszlym roku nie bylo takich testow ale w tym dziekan stwierdzil ze je zrobi bo chce sprawdzic "poziom wiedzy". u mnie jest tak ze mamy 3,5 roku studia inzynierske,teraz wlasnie bede bronic moja prace juz niedlugo, i potem jest osobna rekrutacja na magisterskie. na ten drugi stopien moga tez aplikowac ludzie z innych uczelni,UW, politechniki czy prywatnych uczelni dlatego niby jest robiony ten test. Ale dowiedzielismy sie ze jest takich osob "ponadprogramowych" ok 14 wiec tak czy siak chyba ich przyjma i dla nas miejsca nie zabraknie :) stresuje mnie bardzo ta obrona,mialam troche mniej czasu na napisanie pracy ze wzgledu na to ze bylam rok na tym stypendium. chcialabym juz miec to wszystko za soba.
ide sie zabrac za te ciasteczka :)

piątek, 13 lutego 2009

13 luty

no to jest! moj blog i moja pierwsza notka.to moze skoro jest to pierwsza notka to na poczatek kilka slow o mnie, zanim sie zorientuje jak umieszczac rozne rzeczy w profilu itd.
Wszystko sie zaczelo kiedy mialam 16 lat. Jak bylam mala zawsze bylam grubasem,mnostwo kompleksow,smiech na sali, nadrabianie smiechem. Tzn nie bylam jakims monstrum ale nie da sie ukryc ze mialam spora nadwage. Kiedys podsluchalam jak ojciec mowil mamie ze jak bede taka gruba to nigdy nie znajde pracy bo tylko szczupli i piekni ludzie maja szanse na szczesliwe zycie.Utkwilo mi to w glowie. Kiedys sie obudzilam i postanowilam ze przestane jesc, nie od razu oczywiscie przestane ale bede jesc coraz mniej i mniej.i tak schudlam 25 kilo. W końcu bylam piekna i chuda,niby mialam wszystko ale ciagle bylo malo.doszlo do tego ze nie mialam sily zdmuchnac swieczek na torcie w moje 17 urodziny. zaczela sie walka o wage, ganiali mnie po schodach z gory na dol (to bylo komiczne hahaha) zeby mnie zwazyc, byl placz mamy,grozby,pilnowanie. zaczelam trcohe jesc zeby sie odczepili i sprawa jakos przycichla.Potem moi rodzice sie rozwiedli,nikt juz sie nie przejmowal czy jem czy nie a ja zaczelam miec swoje zycie,skonczylam liceum,poszlam na studia.rok temu wyjechalam na stypendium do innego kraju.zostalam tam rok- najlepszy rok mojego zycia.chyba pierwszy raz w zyciu bylam szczesliwa.jak wrocilam to sie dowiedzialam ze jestem chora na niedoczynnosc tarczycy.co za koszmar to byl. ja wiem ze ciezko w to uwierzyc komus kto nie chorowal ale wierzcie na slowo- przy tej chorobie tyje sie z powietrza.wyobrazacie sobie tyc kiedy jesz caly tydzien salate???przy niedoczynnosci nie ma sie prawie wcale przemiany materii,ciagle jest sie ospalym,niezdolnym do ruchu ani do niczego. na szczescie ten koszmar juz za mna bo biore leki wiec funkcjonuje normalnie.
Co do mojego obecnego zycia...to znow nie jem i cwicze.nawet nie wiem kiedy to wszystko wrocilo.ale tylko teraz czuje ze zyje.calkowicie poswiecam sie kontroli i dazeniu do mojego idealu ktory mam w glowie.musze przyznac ze ja naprawde mam bardzo silna wole i nie zdazaja mi sie napady. nie mam jakiejs specjalnej diety.tylko ze mnie ciagle pilnuja od tamtego czasu ale mam na nich rozne sposoby(mam na mysli babcie i mame) wiec z codziennych posilkow ktorych nie opuszczam to sniadanie (activia-125 kcal) i polowa obiadu, lub 3/4 polowy w zaleznosci od tego co akurat babcia przygotuje:).strasznie dluga ta notka mi sie wydaje wiec juz koncze.napisze znow wieczorem jak mi cos przyjdzie do glowy albo innego dnia :)